niedziela, 30 czerwca 2013

Ja to jednak "mam talent" ;)

Dziś upewniłam się, że mam niesamowity talent do przypalania mojej modelinowej bżuterii...
Za każdym razem, gdy mi się to przydarza (a wierzcie mi  że dzieje się to zdecydowanie zbyt często;) ) powtarzam sobie, że to ostatni raz i że powinnam sobie sprawić minutnik, ale gdzie tam-robię to znów.

Tym razem udało mi się przypalić kolczyki z modelinowego sutaszu- wczoraj zrobiłam im zdjęcie przed tym nieszczęściem tak więc możecie sami ocenić skalę zniszczeń ;). Żeby nie było tak różowo w piekarniku znajdował się również łezkowy komplecik, który również ucierpiał.
Nie jest jednak tak tragicznie, bo te przypalenia są w miarę równomierne i pewnie gdybym nie napisała o tym jak zdolna jestem to nikt (poza modeliniarkami ;)) nie zorientowałby się, że coś jest nie tak :) przez tą przygodę biżuteria nabrała bardziej charakteru vintage.
Do stworzenia tej biżuterii zmotywowały mnie zrobione jakiś czas temu modelinowe kaboszony, które możecie zobaczyć w centrum.
Biżuteria jest ultralekka a przez to zbyt długie pieczenie wręcz niezniszczalna :).




Przed tragedią ;)




Miłego dnia :)


19 komentarzy:

  1. Śliczne! Mają pewną przewagę nad sutaszem z zakończeniami "sznurka" i nie używasz kleju (prawdopodobnie?). Bardzo ciekawe kaboszony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję :)
      Kleju faktycznie nie użyłam -sznurka z resztą też nie-wszystko to tylko modelina-całość jest robiona na cieńkim "placku" na którym wszystko się trzyma :). Co do zakończeń to mogłabyś się pomylić-wcale nie wyszły idealnie dlatego zakryłam je w tych kolczykach kwiatuszkami ;)-ciężko mi odmierzyć jaka długość wałeczka jest mi potrzebna do zakończenia i niestety nie ma tu zbytnio możliwości korekty, bo te wałeczki bardzo łatwo zmiażdżyć-są dość cienkie (maja po około 1-1,5 mm grubości-całe kolczyki bez bigli mają 3,5 cm) i wtedy trzeba zaczynać od nowa -szkoda, że nie da się odpruć :).

      Usuń
  2. Ja tylko raz przypaliłam jak pierwszy raz piekłam, potem nigdy mi się to nie zdarzyło, ustawiam zegar i mam już wszystko wypróbowane. Tak małe elementy jak Twoje kolczyki mogą się piec nie dłużej jak 10 12 minut w 110 C (fimo). To w zupełności wystarczy. :) Pozdrawiam serdecznie! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę sobie ustawić czasu pieczenia na kuchence-za stary typ, w dodatku ma zepsutą grzałkę-a chyba raczej termostat -nie ustala mi stałej temperatury pieczenia tylko cały czas wzrasta-dlatego muszę co chwilę sprawdzać czy wszystko jest ok :). Była już raz naprawiana, ale dzieje się to samo-chyba muszę zainwestować w mały piekarniczek :).
      Pozdrawiam :).

      Usuń
    2. Ja właśnie w takim małym piekarniku piekę,BTW: ustaw sobie stoper w telefonie :)

      Usuń
    3. Nastawiam, ale to i tak nic nie daje bo w tym piekarniku to bardziej na czuja piekę-czasem ten czuj zawodzi jak widzisz :)-to i tak mało się spiekly-gdyby to była zwykła modelina to były by już pewnie całe brązowe ;).

      Usuń
    4. No nie widać wcale, że coś się przypiekło :) zapomniałam dodać, że bardzo mi się podobają! :)

      Usuń
  3. rzeczywiście tylko modeliniarki moga się zorientować, bo ja byłam przekonana że to takie kolorki - mi się bardzo podobają:)! cudne kwiatuszki i piekne kolory:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widać to głównie na białych elementach-zrobiły sie kremowe, kwiatuszki z niebieskich stały sie bardziej szare i całość lekko pociemniała :). N zdjęciu nr 2 sa kolczyki przed pieczeniem-takie miały być kolorki :).

      Usuń
  4. Oba komplety są śliczne. Jeżeli chcesz zabezpieczyć prace przed nadmiernym nagrzaniem najlepiej jest przykryć je z wierzchu kartką papieru w trakcie wypalania, szczególnie jeśli używasz cieniutkich elementów z jasnej modeliny. Ja też piekę bez dokładnego termometru wewnętrznego ale mój piecyk można ustawić tylko na 15 min >.< Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za radę:) na pewno skorzystam :).

      Usuń
  5. Jak dla mnie, Klementynko, to są istne cuda! Te kwiatuszki po prostu rewelacja, a dbałość o szczegóły jak zwykle mistrzowska :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ten sam problem. Fotki powinnam robić przed upieczeniem, bo po wyjęciu z piekarnika nie ma co fotografować :)) Ale ostatnio wzięłam się na sposób i zmniejszam czas pieczenia. Ten podany na opakowaniu, bez względu na markę modeliny, jest zawsze za długi. Nie wiem dlaczego :/ A Twoje biżutki, jak zwykle dopracowane. Wyszły bardzo ładnie, faktycznie nabrały charakteru :))

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się właśnie podobają takie jakie są :).

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo ładna biżuteria :)

    OdpowiedzUsuń
  9. masz rację! nie widać żadnego przypalenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojejku! Piękne to jest! Chyba pierwszy raz spotykam się z taką biżuterią. Sama też coś kiedyś lepiłam z modeliny, ale chyba nie mam do niej cierpliwości. Fakt zostawania na niej moich linii papilarnych doprowadzał mnie do szału, a poza tym zupełnie mi to nie wychodziło.
    Ale widzę, że Ty masz talent! Świetne, naprawdę. A ten efekt spieczenia - powtórz to kiedyś, bo niesamowicie to wygląda. ;)

    OdpowiedzUsuń